Menu

Galeria

Galeria Galeria Galeria

Kalendarz parafialny

Dni powszednie
8:00 (w Adwencie: pon-pt o 6:45,
sob o 8:00), 18:00
Niedziele i święta
8:00, 9:30,
11:00 (z udziałem dzieci), 12:30, 18:00


Sakrament pokuty:
  • w niedziele i święta - podczas Mszy Świętej
  • w dni powszednie - 15 min przed Mszą Świętą
Licznik odwiedzin: 1343379

Informacje

34. NIEDZIELA ZWYKŁA - UROCZYSTOŚĆ JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA --- CHRYSTUS BĘDZIE SĄDZIŁ Z UCZYNKÓW MIŁOŚCI

Ewangelia (Mt 25, 31-46)

Chrystus będzie sądził z uczynków miłości

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza


Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.

Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;

byłem spragniony, a daliście Mi pić;

byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;

byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;

byłem chory, a odwiedziliście Mnie;

byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?”

A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”.

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!

Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;

byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;

byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;

byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;

byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”.

Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?”

Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».




SPOTYKAJĄC SŁOWO

Ta Ewangelia wprowadza nas w klimat tego, co będzie się działo na końcu świata. Uczestniczymy w końcowym akcie historii ludzkiej – sądzie ostatecznym. Gdy przyglądamy się temu jak przebiega ten sąd, to może nas zdziwić to, że nie pada tam temat przykazań. Jedynym kryterium oddzielenia zbawionych od potępionych jest miłość Boga przejawiająca się w miłości bliźniego: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili”. Święty Jan powie: „kto nie kocha bliźniego, którego widzi, nie może kochać Boga, którego nie widzi”.

Niby takie normalne, a tak trudno się tego podjąć. Łatwiej byłoby nam, gdyby Pan Bóg dokonał cudu i wszystko załatwił, ale gdzie wtedy byłoby miejsce na miłość. On sam, przychodząc na świat ciągle szukał tych biednych, pogardzanych. On sam wybrał taki sposób pomagania człowiekowi: przez miłość, przez pochylanie się nad nim, przez zwykłe gesty ludzkiej życzliwości, aż po niezwykły gest – śmierć na krzyżu. Więcej już nie mógł dać. I tego nas uczy.

Biblijny Krąg Młodych

Ks. Grzegorz


ZAPOWIEDŹ

„Gdy syn człowieczy przyjdzie w swojej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały”. Te słowa to zapowiedź sądu ostatecznego. Może w ich kontekście warto przypomnieć tzw. trzy rzeczy ostateczne, czekające każdego człowieka: śmierć, sąd Boży, niebo albo piekło.

Ten sąd Boży, dokonujący się w momencie śmierci (tzw. sąd szczegółowy), to nie to samo, co sąd ostateczny, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii. Na sądzie szczegółowym zapada decyzja, czy dana osoba idzie do nieba (zwykle wpierw na jakiś czas do czyśćca), czy na wieczne potępienie.

Sąd zaś ostateczny, to rodzaj przedstawienia całej ludzkości tych, którzy okazali się błogosławionymi i tych, którzy wybrali drogę przekleństwa. Wtedy też jawne staną się dla wszystkich wszelkie kiedykolwiek popełnione uczynki, nawet te w ukryciu. Nie zapominajmy jednak, że będziemy sądzeni przede wszystkim z miłości! Amen.

ks. Szymon Czuwara


SĄD BOŻY

Przerażający jest opis Sądu Ostatecznego, ukazany nam w dzisiejszym słowie Bożym. Jest on nie tylko jakąś przypowieścią czy napomnieniem, ale zakończeniem misji katechetycznej Jezusa Chrystusa, wspaniałym podsumowaniem całej Ewangelii i jakby testamentem, pozostawionym przez Syna Bożego wszystkim ludziom. Dopiero, kiedy Jezus Chrystus utożsami się z każdym potrzebującym pomocy człowiekiem: z głodnym, spragnionym, chorym, więźniem, przybyszem, nagim, idzie, aby prawdziwie zakrólować. Opis Sądu Ostatecznego u św. Mateusza Roman Brandstaetter nazywa „najwznioślejszym poematem o człowieczym altruizmie”. Najpierw trzeba umiłować do końca, aby śmierć stała się zwycięstwem. Najpierw trzeba umiłować, zaś dopiero potem z tej miłości umierać. Kto nie potrafi patrzeć na całą otaczającą nas rzeczywistość oczyma naszych bliźnich, ten nie potrafi ani prawdziwie żyć, ani też prawdziwie umierać.

W wizji Sądu Ostatecznego widzimy Chrystusa jako Tego, który będzie sądził człowieka według jego czynów miłości. Tej miłości, która od Kazania na Górze, poprzez mowę w Wieczerniku, aż do Hymnu św. Pawła o miłości i listów Janowych, stała się sednem ewangelicznego i apostolskiego orędzia. A więc najpierw trzeba miłować, najpierw trzeba być życzliwym, tolerancyjnym, uczynnym, najpierw trzeba być po prostu dobrym człowiekiem. Warto może w tym miejscu zacytować rzecznika Stolicy Apostolskiej, Joaquín Navarro-Vallsa, który w przededniu kanonizacji Jana Pawła II powiedział: „Nie jest prawdą, że Jan Paweł II 27 kwietnia zacznie być świętym: święci są takimi za życia, albo też nigdy nimi nie będą”.

I jeżeli tego nie zrozumiemy, to obawiam się, że przez całe nasze marne chrześcijańskie życie będziemy pytać się: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym, spragnionym, obcym, nagim, chorym… i nie usłużyliśmy Tobie?

ks. Jan Strzałka


SŁUŻYĆ CHRYSTUSOWI KRÓLOWI

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje, że ludzie, którzy odkryli Jezusa w drugim człowieku i służyli mu, otrzymali w nagrodę życie wieczne. Ci zaś, którzy nie odkryli Jezusa w drugim człowieku, otrzymali karę odrzucenia wiecznego. Chrystus żyje w naszych najbliższych i w nich możemy Mu służyć. Chrystus króluje w sercach ludzkich. Służenia królującemu Chrystusowi w ludzkich sercach uczymy się od najmłodszych lat, czyli w domu rodzinnym.

Tekst dzisiejszej Ewangelii służy również do głębszego zrozumienia sakramentu małżeństwa, czyli szkoły, w której młode pokolenia uczą się służenia Jezusowi Chrystusowi, naszemu Królowi. Dwóch chrześcijan, zawierających małżeństwo, mężczyzna i niewiasta mogą ze swojego małżeństwa uczynić sakrament, czyli każde z nich służyć Jezusowi Chrystusowi w swoim współmałżonku.

Na chrzcie świętym stajemy się przybranymi braćmi i siostrami Jezusa. Chrześcijanin, biorąc za żonę chrześcijankę, bierze za żonę młodszą siostrę Jezusa. Dobro i zło, jakie jej świadczy, nie świadczy tego jedynie dla niej, lecz również dla Chrystusa. „Co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Panna chrześcijanka, biorąc za męża chrześcijanina, bierze za męża młodszego brata Chrystusa. Jej usługi oddawane mężowi, nie zatrzymują się jedynie na nim samym, lecz będą oddawane również Chrystusowi. Gdy mąż jest zdrowy, bogaty, uprzejmy, to wówczas łatwo jest dopatrzyć się pod jego postacią Chrystusa. Gorzej jest, gdy jest biedny, chory, gdy pije… Tak było i za życia Chrystusa; gdy Chrystus czynił cuda, to ludzie tłumnie cisnęli się do Niego, lecz gdy szedł na Kalwarię, to zostali przy Nim tylko najwierniejsi. Tak jest i dziś z rozpoznaniem Chrystusa w drugim człowieku.

Siostry i bracia w Chrystusie.

Podobnie jest w życiu zakonnym. Gdy przełożony jest życzliwy, daje polecenia, które są dla kogoś korzystne, to łatwo się w nim dopatrzyć Chrystusa i chętnie się go słucha. Gdy jednak polecenia przełożonego są przeciwne pragnieniom podwładnego, to wówczas trudniej dopatrzyć się w nim Chrystusa. Dobre stosunki w świecie opierają się na osobistych upodobaniach i konkretnych korzyściach. Natomiast wspólnotę zakonną buduje się na zasadach Chrystusowego braterstwa. Osoba zakonna musi zdawać sobie sprawę, że mieszka z Siostrami lub Braćmi Chrystusa; takie wewnętrzne przekonanie nadaje życiu konsekrowanemu specjalnego namaszczenia, delikatności, usłużności, pomaga w nawiązywaniu głębokich i prawdziwych przyjaźni. Różnimy się między sobą, lecz jesteśmy równocześnie siostrami i braćmi Chrystusa.

Chrystus jest Królem dobroci.

Święty Paweł apostoł prowadził swoją działalność apostolską wśród cudzoziemców, a mimo tego czynił im tyle dobra, okazywał tyle poświęcenia, przywiązania. Sekretem jego działalności i sukcesów było przekonanie, że w ludziach służy Chrystusowi. A oto jego słowa: „Wszyscy bowiem zostaliśmy ochrzczeni, aby wejść w jedność z Chrystusem i przyoblec się niejako w Chrystusa. Nie ma już podziału ludzi na Żydów i nie-Żydów, na niewolników i wolnych, na mężczyzn i kobiety; wszyscy jesteśmy jedno w Chrystusie Jezusie” (Gal 3,27-29). W Chrystusie nie ma już Greków i Żydów, w Chrystusie wszyscy stali się jedno. Prawdziwą jednością będziemy jedynie w Chrystusie i dzięki Chrystusowi. Suto zastawiony stół nie uczyni jedności z biesiadników. Animatorzy dzieł charytatywnych, którymi byli: św. Franciszek, Bł. Edmund Bojanowski, Matka Teresa z Kalkuty, czynili dobrze ludziom, gdyż widzieli w nich cierpiącego Chrystusa. Przed Tabernakulum opowiadali Chrystusowi o swoich biednych i naradzali się z Nim, co uczynić dla nich. Dobroczynność bez oparcia na Chrystusie, nie dociera do biednych, dla których była przeznaczona. Dziś dużo dobroczynności kończy się jedynie na zbiórkach, ponieważ nie są to dzieła oparte na Chrystusie.

Głoszenie Ewangelii w nowych środowiskach, czyli ewangelizacja narodów, opiera się na przekonaniu, że ten, z kim mam się podzielić moją wiarą, jest moim bratem w Jezusie Chrystusie. W krajach misyjnych znajomość języka jest ważna, lecz jeszcze ważniejszy jest duch braterstwa z tubylcami w Chrystusie Jezusie. Prawdziwe dobro dokonuje się w imię Jezusa Chrystusa. Chrystus jest Królem dobroci.

ks. Władysław Stasik SCJ


Źródło

33. NIEDZIELA ZWYKŁA --- PRZYPOWIEŚĆ O TALENTACH

Ewangelia (Mt 25, 14-30)

Przypowieść o talentach

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza


Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:

«Podobnie jest z królestwem niebieskim jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana.

Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi.

Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!”

Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: „Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!”

Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem twardym: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”».




Słowo na niedzielę

(Prz 31,10-13.19-20.30-31; 1 Tes 5,1-6; Mt 25,14-30)

Piękna jest dzisiejsza liturgia słowa. Piękna w znaczeniu nie tylko estetycznym, ale dlatego, że w przedziwny sposób odbija piękno samego Boga. Człowiek jest koroną stworzenia. Jest koroną daru miłości, dzięki której Bóg wyszedł z inicjatywą stwarzania. Człowiek rozumiany jako mężczyzna i kobieta, nie osobno. W obojgu bowiem Bóg umieścił pełnię swego obrazu. Inaczej przejawia się ona u mężczyzn, a inaczej u kobiet. Oboje zaś się dopełniają. To plan Bożej mądrości, która została uosobiona jako kobieta, bo waśnie tak najlepiej można oddać bliskość, czułość, troskę, poświęcenie i ofiarność Boga względem ludzi.

Pierwsze czytanie pokazuje piękną kobietę, nie przez jej wygląd zewnętrzny, ale przez całokształt odbijający bogactwo jej serca. „Wdzięk jej jest ulotny” bo prawdziwe piękno jest w tej, która boi się Pana, która jest Jego córką i daleka jest od zerwania więzów miłości z Bogiem. „Początkiem mądrości jest bojaźń Boża” – mówi Księga Syracydesa (1,14). Mądrość, czyli Duch Święty, mieszka w nas, a jest On miłością Ojca do Syna. W Duchu Świętym, jako adoptowane dzieci, mamy wstęp do Trójcy Świętej – wspólnoty miłości i życia z Bogiem.

O tym, co z tego wynika poucza św. Paweł: jesteśmy dziećmi światła i dziećmi dnia. Nie trwamy w ciemnościach! Przejawem takiego życia jest właściwe podejście do wielu zaskakujących, nieraz tragicznych spraw z codzienności. Dziecko światłości zawsze w głębi serca czuje, że Ojciec jest z nim i nie pozwoli żeby stała się mu jakaś krzywda. Bo jak umocnił swojego Syna, tak samo umocni w Nim swoje przybrane dzieci. Kiedy będą łączyły swoje życie z życiem Jezusa, zwłaszcza na krzyżu, będą w stanie udźwignąć naprawdę wiele.

Obrazem tego jest ewangeliczny opis przekazania talentów. Zwykle tłumaczy się go powierzchownie: dostaliśmy zdolności i trzeba je wykorzystywać. My idźmy w głąb. Pomyśl jak czuli się obdarowani owymi talentami? Nie dostali żadnych wskazań. Czy od razu wiedzieli, co z nimi zrobić i jak je wykorzystać? Czy wiedzieli który do czego służy? Potrzeba było odkrywać owe talenty. Potrzeba było je wykorzystać mądrze. Widzimy tu zaangażowanie całego człowieka: myśli (rozum); świadomości, że talent to dar i trzeba będzie go zwrócić; odwagi w podjęciu decyzji i ryzyka „puszczenia ich w obieg”; wzajemnej konsultacji, czyli pomocy wspólnoty; wreszcie troski o proces pomnażania, żeby był jak najbardziej owocny.

Bóg objawia nam pewne nasze zdolności – coś czym posługujemy się na co dzień; coś, o co ludzie proszą właśnie nas; co najczęściej służy nam do pomagania bliźnim. Innymi słowy: to, co przynosi dobre owoce i daje satysfakcję; coś co nas rozwija. Takie rzeczy są widoczne na tle wspólnot, w których żyjemy: rodziny, Kościoła; środowisk pracy i innych. To właśnie pole naszej świętości.

ks. Krystian Wilczyński

Źródło

ŚWIĘTY BRAT ALBERT CHMIELOWSKI, ZAKONNIK – 12 LISTOPADA

W dniu 12 listopada przypada 31. rocznica kanonizacji św. Brata Alberta, Patrona naszej Parafii.

W dniu 22 czerwca 1983 roku, podczas Mszy Św. na krakowskich Błoniach papież św. Jan Paweł II ogłosił Brata Alberta Chmielowskiego błogosławionym, a następnie 12 listopada 1989 roku, podczas kanonizacji w Rzymie – świętym.

Wspomnienie św. Brata Alberta przypada na 17 czerwca.


Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem. Sześć dni później na chrzcie św. z wody dano mu imiona Adam Bernard. W czasie uroczystego chrztu św. 17 czerwca 1847 roku w warszawskim kościele Matki Bożej na Nowym Mieście dodano jeszcze imię Hilary. Pochodził ze zubożałej rodziny ziemiańskiej. Jako sześcioletni chłopiec został przez matkę poświęcony Bogu w czasie pielgrzymki do Mogiły. Kiedy miał 8 lat, umarł jego ojciec, sześć lat później zmarła matka.

Chłopiec kształcił się w szkole kadetów w Petersburgu, następnie w gimnazjum w Warszawie, a w latach 1861-1863 studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Razem z młodzieżą tej szkoły wziął udział w Powstaniu Styczniowym. 30 września 1863 roku został ciężko ranny w bitwie pod Mełchowem i dostał się do niewoli rosyjskiej. W prymitywnych warunkach polowych, bez środków znieczulających amputowano mu nogę, co zniósł niezwykle mężnie. Miał wtedy 18 lat.

Przez pewien czas przebywał w więzieniu w Ołomuńcu, skąd został zwolniony dzięki interwencji rodziny. Aby uniknąć represji władz carskich, wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia malarskie, potem przeniósł się do Belgii i studiował inżynierię w Gandawie, lecz powrócił wkrótce do malarstwa i ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium. Wszędzie, gdzie przebywał, wyróżniał się postawą chrześcijańską, a jego silna osobowość wywierała duży wpływ na otoczenie. Po ogłoszeniu amnestii w 1874 r. powrócił do kraju. Zaczął poszukiwać nowego ideału życia, czego wyrazem stało się jego malarstwo. Oparte dotychczas na motywach świeckich, zaczęło teraz czerpać natchnienie z tematów religijnych.


Jeden z jego najlepszych obrazów Ecce Homo jest owocem głębokiego przeżycia tajemnicy bezgranicznej miłości Boga do człowieka (obraz ten znajduje się obecnie w ołtarzu sanktuarium Brata Alberta w Krakowie przy ulicy Woronicza 10). Religijne obrazy Adama Chmielowskiego przyniosły mu miano "polskiego Fra Angelico". Bez wątpienia duże znaczenie w życiu duchowym Adama Chmielowskiego miały rekolekcje, które odbył u jezuitów w Tarnopolu.

W 1880 r. nastąpił duchowy zwrot w jego życiu. Będąc w pełni sił twórczych porzucił malarstwo i liczne kontakty towarzyskie i mając 35 lat wstąpił do nowicjatu jezuitów w Starej Wsi z zamiarem pozostania bratem zakonnym. Po pół roku, w stanie silnej depresji, opuścił nowicjat. Do stycznia 1882 roku leczył się w zakładzie dla nerwowo chorych w Kulparkowie koło Lwowa. Następnie przebywał u swojego brata na Podolu, gdzie w atmosferze spokoju i miłości powrócił całkowicie do równowagi psychicznej. Zafascynowała go duchowość św. Franciszka z Asyżu, zapoznał się z regułą III zakonu i rozpoczął działalność tercjarską, którą pragnął upowszechnić wśród podolskich chłopów. Wkrótce ukaz carski zmusił go do opuszczenia Podola.

W 1884 r. przeniósł się do Krakowa i zatrzymał się przy klasztorze kapucynów. Pieniędzmi ze sprzedaży swoich obrazów wspomagał najbiedniejszych. Jego pracownia malarska stała się przytuliskiem. Tutaj zajmował się nędzarzami i bezdomnymi, widząc w ich twarzach sponiewierane oblicze Chrystusa. Poznał warunki życia ludzi w tzw. ogrzewalniach miejskich Krakowa. Był to kolejny moment przełomowy w życiu zdolnego i cenionego malarza. Z miłości do Boga i ludzi Adam Chmielowski po raz drugi zrezygnował z kariery i objął zarząd ogrzewalni dla bezdomnych. Przeniósł się tam na stałe, aby mieszkając wśród biedoty, pomagać im w dźwiganiu się z nędzy nie tylko materialnej, ale i moralnej.

25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię brat Albert. Dokładnie rok później złożył śluby tercjarza na ręce kard. Albina Dunajewskiego. Ten dzień jest jednocześnie początkiem działalności Zgromadzenia Braci III Zakonu św. Franciszka Posługujących Ubogim, zwanego popularnie "albertynami". Przejęło ono od zarządu miasta opiekę nad ogrzewalnią dla mężczyzn przy ulicy Piekarskiej w Krakowie. W niecały rok później brat Albert wziął również pod swoją opiekę ogrzewalnię dla kobiet, a grupa jego pomocnic, którymi kierowała siostra Bernardyna Jabłońska, stała się zalążkiem "albertynek".

Formacja dla kandydatów i kandydatek do obu zgromadzeń organizowana była w domach pustelniczych; najbardziej znanym stała się tzw. samotnia na Kalatówkach pod Zakopanem. Nowicjat był surowy, aby zawczasu z życia w tych zgromadzeniach mogły wycofać się osoby słabsze. Do trudnej pracy potrzeba bowiem było ludzi wyjątkowo zahartowanych zarówno fizycznie, jak i moralnie. Przytuliska znajdujące się pod opieką albertynów i albertynek były otwarte dla wszystkich potrzebujących, bez względu na narodowość czy wyznanie, zapewniano pomoc materialną i moralną, stwarzano chętnym możliwości pracy i samodzielnego zdobywania środków utrzymania.

Albert był człowiekiem rozmodlonym, pokutnikiem. Odznaczał się heroiczną miłością bliźniego, dzieląc los z najuboższymi i pragnąc przywrócić im godność. Pomimo swego kalectwa wiele podróżował, zakładał nowe przytuliska, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych oraz tzw. kuchnie ludowe. Za jego życia powstało 21 takich domów, gdzie potrzebujący otaczani byli opieką 40 braci i 120 sióstr. Przykładem swego życia Brat Albert uczył współbraci i współsiostry, że trzeba być "dobrym jak chleb". Zalecał też przestrzeganie krańcowego ubóstwa, które od wielu lat było również jego udziałem.

Zmarł w opinii świętości, wyniszczony ciężką chorobą i trudami życia w przytułku, który założył dla mężczyzn, 25 grudnia 1916 r. w Krakowie. Pogrzeb na Cmentarzu Rakowickim 28 grudnia 1916 roku stał się pierwszym wyrazem czci powszechnie mu oddawanej. Św. Jan Paweł II beatyfikował go 22 czerwca 1983 r. na Błoniach krakowskich, a kanonizował 12 listopada 1989 r. w Watykanie. Jest patronem zakonów albertynek i albertynów, a w Polsce także artystów plastyków.

Postacią brata Alberta, artysty, który porzucił sztukę dla służby Bogu, był zafascynowany Karol Wojtyła już w latach swojej młodości. Tej postaci poświęcił dramat "Brat naszego Boga", napisany w latach 1944-1950. Sztukę zaczęto wystawiać w polskich teatrach zaraz po wyborze kard. Wojtyły na papieża. W 1997 r. na jej podstawie powstał film w reżyserii Krzysztofa Zanussiego pod tym samym tytułem.

Źródło

32. NIEDZIELA ZWYKŁA --- PRZYPOWIEŚĆ O DZIESIĘCIU PANNACH

Ewangelia (Mt 25, 1-13)

Przypowieść o dziesięciu pannach
 
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
 

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:

«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły.

Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie

Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».




CZEGO NAM BRAKUJE?

Gdzie nasza roztropność, a gdzie rozsądek? Czego nam brakuje? Gdy wychodzimy na spotkanie z Panem, to tak chcielibyśmy Mu przynieść wszystko i o wszystkim opowiedzieć. Tak naprawdę zapominamy, po co tu przyszliśmy. Co niesiemy ze sobą, modlitwę, problemy, a może tylko tak chcemy pogadać z Jezusem. Nosimy ze sobą lampy naszego życia, ale zapominamy o oliwie. Już się przyzwyczailiśmy, że to tak ma być. Idę więc znów do Chrystusa ze swoją lampą życia, otwieram, gadam i gadam, i nic się nie dzieje, bo zapomniałem o oliwie.

Skąd nabrać oliwy do swojej lampy? A może wystarczy choć raz wsłuchać się w wołanie Pana, choć raz usłyszeć Jego głos. Może tym razem uda nam się napełnić nasze lampy Chrystusem.

ks. Maciej Rutkowicz SCJ




OBLUBIENIEC

Ten ewangeliczny oblubieniec to Jezus! On przyjdzie, Jego oczekujemy.

Oblubieniec, czy aby na pewno? Oblubieniec, słowo używane dziś tylko w ewangelii, słowo staropolskie, ale jakże wymowne. Oblubieniec, to nie tylko ukochany, umiłowany, wytęskniony, ale „oblubiony”, czyli otoczony miłością, cały w miłości mojego serca, zanurzony w atmosferze miłości. Czy tak traktuję Jezusa? Jaki jest mój stosunek do Jego Osoby? Relacja do Jezusa może być mądra i nieroztropna. Jak w tej przypowieści. Jeśli prawdą jest, że On jest Oblubieńcem, jeśli to słowo jest prawdziwe, to za tą deklaracją musi iść konsekwencja. Panny nierozsądne oczekiwały oblubieńca, miłowały, tęskniły, ale jak się okazało, było to tylko zewnętrzne, powierzchowne, mało pogłębione, oparte na uczuciowym zachwycie.

Panny mądre oczekiwanie pogłębiły przemyśleniem, przygotowaniem, zabezpieczeniem. One pomyślały o tym, by na wszelki wypadek nie zabrakło czegoś, co istotne, co ważne, co da pewność doczekania. Dały dowód, że dla ich serca to naprawdę Oblubieniec, że ich miłość jest pogłębiona przemyśleniem, przewidywaniem. Inaczej nie byłby oblubieńcem, byłby tylko kimś bliskim. Dla Oblubieńca, dla spotkania się z Nim trzeba dokładnie i konsekwentnie zaplanować wszystko. Oblubieńcza miłość, jeśli jest oblubieńczą, jeśli jest warta tego pięknego słowa, wymaga całkowitego oddania się Jemu. Wymaga przemyśleń, wymaga wierności, stałości, wymaga gotowości na wszelkie zaskakujące sytuacje. Inaczej powie Jezus: „nie znam was”

ks. Wiesław Pietrzak SCJ




SPOTYKAJĄC SŁOWO

Po wysłuchaniu dzisiejszej Ewangelii nasuwa się refleksja: czy bliżej jest mi do panien roztropnych, czy może do tych nierozsądnych. Wszystkie panny wiedziały o nadejściu pana młodego i wyszły mu na spotkanie, aby dostać się wraz z nim na ucztę weselną. Wszystkie też wiedziały, że należy zabrać ze sobą lampy, jednak tylko te rozsądne przygotowały się na długie oczekiwanie, dzięki czemu przyjście pana młodego je nie zaskoczyło i mogły wraz z nim wejść na ucztę.

Mądrość cechuje tych, którzy słuchają słów Jezusa i wypełnianiu je w życiu, natomiast głupota to cecha tych, którzy słuchają Ewangelii, lecz Jej nie wypełniają.

Czasem tłumaczymy się sami przed sobą, mówiąc: wprawdzie nie zawsze postępuję jak dobry chrześcijanin, ale wierzę w Boga i przecież nie jestem taki najgorszy, zresztą przede mną jeszcze długie życie, więc wystarczy jak na starość będę się więcej modlić, a zasłużę na niebo. Takie myślenie jest nierozsądne bo przecież nikt na ziemi nie wie, kiedy przyjdzie mu spotkać się z Panem Bogiem – może to będzie za pięćdziesiąt lat, za dziesięć, a może jutro, a nawet dzisiaj. Dlatego powinniśmy być nieustanie gotowymi na spotkanie z Panem.

Zrobienie jednego dobrego uczynku, czy też pójście do spowiedzi raz w roku nie zapewni nam wejścia do Królestwa niebieskiego. Nikt też nam nie może pożyczyć swojej wiary i dobrych uczynków gdy staniemy przed Bogiem. Musimy sami cały czas rozwijać się duchowo i czynić dobro, aby w naszej lampie nie zabrakło oliwy i ogień ciągle płonął.

Biblijny Krąg Młodych


Źródło

KORONAWIRUS - NOWE ROZPORZĄDZENIA OD 7 LISTOPADA 2020

Zgodnie z nowym rozporządzeniami w związku z nasilającą się pandemią od 7 listopada br., w naszym kościele, na Mszach Świętych i nabożeństwach jednorazowo może uczestniczyć maksymalnie 65 osób.

RÓŻANIEC DO GRANIC NIEBA W NASZEJ PARAFII - OD 1 DO 8 LISTOPADA



RÓŻANIEC DO GRANIC NIEBA


Różaniec Do Granic Nieba jest inicjatywą ogólnopolską objęcia modlitwą różańcową licznych intencji i potrzeb naszej Ojczyzny.

W tym roku, przez ręce Maryi, chcemy przyjąć i przytulić, te dzieci, którym nie pozwolono się narodzić.

Nasza Parafia dołącza do tej modlitwy, która będzie trwała w oktawie Uroczystości Wszystkich Świętych od 1 do 8 listopada.


Modlitwa ta składa się z dwóch elementów:


1. Indywidualnej modlitwy na cmentarzu:

  • Przy nawiedzeniu grobów rodzinnych, zwracamy się do wszystkich dzieci nienarodzonych, Prosimy je o wybaczenie i o wstawiennictwo przed Bogiem.
  • Za dusze zmarłych, które cierpią w czyśćcu za grzechy przeciwko życiu, ofiarowujemy odpust zupełny.
  • To szczególne „nawiedzenie” cmentarza i modlitwa może przynieść potężne owoce – pojednania, przebaczenia oraz wstawiennictwa dzieci nienarodzonych.


2. Druga część modlitwy w naszej Parafii:

Przez wszystkie dni od 1 do 8 listopada (oktawa Uroczystości Wszystkich Świętych) zapraszamy na wspólną pokutną modlitwę różańcową do kościoła lub za pośrednictwem transmisji internetowej według następującego porządku:

  • 1 listopada o godz. 17.00 różaniec pokutny z procesją za zmarłych z czytaniem wypominek jednorazowych
  • 2 listopada po Mszy Świętej o godz. 10.00 różaniec pokutny z procesją żałobną za zmarłych z czytaniem wypominek jednorazowych i rocznych
  • od 3 do 7 listopada – różaniec pokutny po każdej Mszy Świętej wieczornej ok. 18.30
  • w niedzielę 8 listopada – różaniec pokutny przed Mszą Świętą wieczorną o godz. 17.30


Program modlitwy Różaniec Do Granic Nieba transmitowany będzie na żywo z naszego kościoła  na kanale Youtube (zakładka Transmisje online).


Serdecznie zapraszamy do wspólnej modlitwy różańcowej, w tym szczególnie trudnym dla nas czasie potrzeba nam wszystkim jedności i wiary, oraz wspólnej modlitwy do Boga Ojca. Teraz wyjątkowo odczuwamy własną słabość, potrzebujemy wspólnego wołania o Miłosierdzie, o Miłość, która jest silniejsza niż śmierć.

Owocem tej wielkiej modlitwy Polaków może być przywrócenie nam nadziei, wiary i przyjęcie pokoju Bożego w naszych sercach.


Szczęść Boże!

Łączmy się we wspólnej modlitwie.


Duszpasterze Parafii św. Brata Alberta

OKTAWA UROCZYSTOŚCI WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH --- ODPUST ZUPEŁNY

W piątek 30 października przed Uroczystością Wszystkich Świętych i wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych dodatkowa możliwość spowiedzi oraz adoracja Najświętszego Sakramentu po Mszy Świętej wieczornej do godz. 20.00.

Za tydzień niedzielę 1 listopada – Uroczystość Wszystkich Świętych. Msze Św. odprawiane według porządku niedzielnego, czyli o godz. 8.00. 9.30, 11.00, 12.30, o godz. 17.00 procesja za zmarłych z czytaniem wypominek jednorazowych i Msza Św. o godz. 18.00 za zmarłych polecanych w wypominkach. Informujemy, że z racji pandemii nie będzie procesji i Mszy Świętej na cmentarzu w Rembertowie.

W poniedziałek 2 listopada wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych Msze Św. o godz. 8.00 i o 10.00 Msza Św. z procesją żałobną za zmarłych polecanych w wypominkach jednorazowych i rocznych oraz Msza Św. wieczorna o godz. 18.00.


Przez cały listopad, a nie tylko przez 8 dni od uroczystości Wszystkich Świętych, będzie można otrzymać odpust zupełny dla wiernych zmarłych. W związku z pandemią Covid-19 Penitencjaria Apostolska wydała specjalny dekret w tej sprawie.

Penitencjaria Apostolska zdecydowała, że aby zapewnić bezpieczeństwo wiernych w czasie epidemii, odpust zupełny dla osób nawiedzających cmentarz i modlących się za zmarłych przez poszczególne osiem dni, zwykle ustanowiony jedynie na dni od 1 do 8 listopada, może być przeniesiony na inne osiem dni listopada. Dni te, dowolnie wybrane przez poszczególnych wiernych, mogą być od siebie oddzielone. Również odpust zupełny związany z dniem 2 listopada – wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych dla tych, którzy pobożnie nawiedzają kaplicę lub cmentarz i odmawiają tam „Ojcze Nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i „Wierzę w Boga”, może być przeniesiony na inny dzień listopada, dowolnie wybrany przez poszczególnych wiernych.

Osoby starsze, chore i ci wszyscy, którzy z poważnych powodów nie mogą opuścić domu, na przykład ze względu na zakazy gromadzenia się licznych wiernych w miejscach świętych, będą mogli uzyskać odpust zupełny, jeśli tylko będą się łączyć duchowo z wiernymi, którzy pobożnie nawiedzają miejsca święte oraz jeśli wykluczą wszelkie przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu i mają intencję – kiedy to tylko będzie możliwe – spełnić trzy zwyczajne warunki (spowiedź sakramentalna, Komunia eucharystyczna i modlitwa w intencjach Ojca Świętego). Te osoby, aby uzyskać odpust zupełny powinny odmówić pobożnie modlitwy za zmarłych przed obrazem Pana Jezusa lub Najświętszej Maryi Panny (na przykład jutrznię i nieszpory z oficjum Liturgii godzin za zmarłych, Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i inne modlitwy za zmarłych bliskich ich sercu); podjąć medytacyjną lekturę jednego z fragmentów Ewangelii z liturgii za zmarłych lub też wypełnić uczynki miłosierdzia poprzez ofiarowanie Bogu swoich cierpień.

30. NIEDZIELA ZWYKŁA --- NAJWIĘKSZE PRZYKAZANIE

Ewangelia (Mt 22, 34-40)

Największe przykazanie

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?»

On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».




Słowo na niedzielę

(Wj 22, 20-26; 1Tes 1,5c-10; Mt 22,34-40)

Dziś słowo Boże sięga samego sedna przesłania Ewangelii. Jezus wskazuje na najważniejsze i pierwsze przykazanie – przykazanie miłości.

Bóg jest miłością i pragnie, żebyśmy byli na Jego obraz i podobieństwo. Chce, żebyśmy byli swoistymi iskrami, które pochodzą z rozpalonego ognia miłości Bożej. Każda iskra jest nośnikiem energii będącej w stanie zapalać wielki ogień. W ten sposób miłość się rozprzestrzenia po całym świecie. Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem – to znaczy: masz stać się taki jak On; zaś Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego – znaczy: miłością, z której jesteś stworzony, masz rozpalać swoich bliźnich.

Bogu chodzi tylko i wyłącznie o przepływ Jego życiodajnej miłości. Poznajmy dziś swoją godność w tym, że Bóg zaprasza do tego przepływu właśnie nas. Wiedząc, że nie wszystko wiemy; wiedząc, że nie czujemy się na siłach; wiedząc, że jesteśmy tylko ludźmi; i... i... i... On to wszystko wie. I pomimo tego nas wybiera.

Św. Paweł dziękuje Tesaloniczanom, że przyjęli głoszoną Ewangelię z radością Ducha Świętego. Tak samo Bóg dziękuje tym, którzy przyjmują Jego słowa i Jego radość, i którzy przez to należą do Niego.

Nie bójmy się iść z tą radością do bliźnich. W ten sposób będziemy pomocnikami przepływu Bożej miłości. Podobnie, jak naczynie nie jest najważniejsze, kiedy pragniemy orzeźwiającego napoju, tak samo nie chodzi tu o nas, ale o napój Bożej miłości, który mają z nas pić inni. Nie zatrzymujmy miłości na sobie, ale wylewajmy ją na drugich. Wtedy Pan będzie dolewał do naszych serc następne ilości tego Bożego napoju. Wystarczy go dla tamtych, wystarczy także dla każdego z nas.

ks. Krystian Wilczyński

Źródło

KORONAWIRUS - STREFA CZERWONA --- TYDZIEŃ MISYJNY

Zgodnie z nowym rozporządzeniem władz państwowych i kościelnych w związku z nasilającą się pandemią od 17 października br., w kościołach, na Mszach Świętych i nabożeństwach może uczestniczyć 1 osoba na 7 m kw. W naszym kościele jednorazowomoże uczestniczyć maksymalnie 150 osób.

 


Niedziela Misyjna i 94. Światowy Dzień Misyjny

18-24 października 2020