Menu

Galeria

Galeria Galeria Galeria Galeria Galeria

Kalendarz parafialny

Dni powszednie
8:00 (w Adwencie: pon-pt o 6:45,
sob o 8:00), 18:00
Niedziele i święta
8:00, 9:30,
11:00 (z udziałem dzieci), 12:30, 18:00

Sakrament pokuty

w okresie wakacyjnym:
  • w niedziele - podczas Mszy Świętej
  • w dni powszednie - 15 min przed Mszą Świętą
Licznik odwiedzin: 1262521

Informacje

UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO - MODLITWA DO ŚW. BRATA ALBERTA

A OTO JA JESTEM Z WAMI PRZEZ WSZYSTKIE DNI, AŻ DO SKOŃCZENIA ŚWIATA



Ewangelia (Mt 28, 16-20) – 24 maja 2020

Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami:

«Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».





 Miłość to obecność i bliskość

Jezus po czterdziestu dniach od zmartwychwstania wstępuje do nieba, powraca do Ojca. Przekazuje dzieło ewangelizacji dwunastu apostołom. Dzieli się z nimi duchową władzą. Posyła ich na cały świat. I patrząc na dzieje Kościoła, możemy być zadziwieni, jak bardzo się rozprzestrzenia. Dziś chrześcijaństwo jest na całym świecie, a zaczęło się od grupki Dwunastu wspieranych mocą Ducha Świętego i obecnością Jezusa. Jezus jest z nami także dziś, jest „przez wszystkie dni aż do skończenia świata”, wspiera nasze świadectwo. Zawsze możemy na Niego liczyć, bo miłość to obecność, to trwanie blisko.

Dziękuję Ci, Jezu, że tak bardzo mnie kochasz i zechciałeś pozostać tak blisko w Słowie i Eucharystii, abym nigdy nie czuł się sam, nieważny, opuszczony. Naucz mnie prowadzić innych ku Twojej obecności.

Źródło


Jakim świadkiem Jezusa jestem?

Jezus polecił Jedenastu, aby udali się do Galilei. Jest ona miejscem symbolicznym. Z jednej strony – w przeciwieństwie do Jerozolimy, miejsca zdrady, odrzucenia, cierpienia i męki Jezusa – jest miejscem Mu przyjaznym, Miejscem, które u apostołów wywołuje zapewne wiele serdecznych wspomnień odnoszących się do szczęśliwych chwil spędzonych z Jezusem. Takie pozytywne wspomnienia na pewno są dla nich wewnętrznym umocnieniem, tym bardziej koniecznym, że – jak czytamy – „niektórzy jednak wątpili”.

Z drugiej strony Galilea jest synonimem głuchej prowincji, miejsca „na końcu świata”, nieważnego, położonego z dala od centrum, od Świętego Miasta. Jezus pokazuje, że także te „nieważne” miejsca mają wielkie znaczenie w oczach Boga.

Drugi ważny moment: Jezus przed swoim odejściem do Ojca przekazuje apostołom swoją „ostatnią wolę”, jakby „duchowy testament”: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. A zatem Jezus czyni apostołów świadkami i depozytariuszami Jego nauki, a jednocześnie zleca im ewangelizację "wszystkich narodów”.

To wezwanie, by nieść światu Dobrą Nowinę, poprzez apostołów jest skierowane do wszystkich pokoleń chrześcijan, a więc także do nas. To prawda, nie jest łatwo być dziś świadkiem Jezusa. Ale to zdanie z Ewangelii powinno sprowokować każdego z nas do małego rachunku sumienia: czy to, że tak właśnie jest, mnie nie zniechęca? A może wstydzę się lub boję świadczyć o Jezusie choćby na taka miarę, na jaką jest mi to dane – w swoim środowisku? Czy swoją postawą przyciągam innych do Jezusa, czy wręcz przeciwnie – odstraszam od Niego?

I ostatni moment: Jezus zapewnia apostołów – a przez to i nas – że pozostanie z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Bardzo optymistyczna perspektywa, ale jakże się to stanie, skoro Jezus odchodzi przecież do Ojca? To zapowiedź rychłego zesłania Ducha Świętego, do którego dojdzie w dniu Pięćdziesiątnicy.

Źródło


18 MAJA 2020 - 100. ROCZNICA URODZIN ŚW. JANA PAWŁA II

Drodzy Parafianie

W związku z nowym rozporządzeniem


od niedzieli 17 maja 2020 r.

w kościołach, na Mszach Świętych i nabożeństwach, może uczestniczyć 1 osoba na 10 m kw. powierzchni świątyni.

W naszym kościele jednorazowo w liturgii może uczestniczyć maksymalnie

72 osoby


Rozkład Mszy Świętych niedzielnych:
godz. 7.00, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30, 15.00, 18.00 i 20.00.

Zachęcamy do korzystania z możliwości osobistego uczestnictwa we Mszy Świętej.



List Papieża Benedykta na 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II


Na stulecie urodzin
Świętego Papieża Jana Pawła II

18 maja 2020 roku


18 maja upłynie 100 lat od urodzin papieża Jana Pawła II w małym polskim mieście Wadowice. Polska, którą trzy sąsiednie mocarstwa – Prusy, Rosja i Austria – podzieliły między siebie i okupowały przez ponad sto lat, po pierwszej wojnie światowej odzyskała niepodległość. Było to wydarzenie budzące wielkie nadzieje, ale domagające się także wielkich wysiłków, ponieważ organizujące się na nowo państwo ciągle odczuwało nacisk obydwu mocarstw – Niemiec i Rosji. W tej sytuacji opresji, ale przede wszystkim nadziei, wzrastał młody Karol Wojtyła, który niestety bardzo wcześnie stracił swą matkę, brata, a na koniec także ojca, któremu zawdzięczał swoją głęboką i gorącą pobożność. Młodego Karola pociągały szczególnie literatura i teatr, dlatego po uzyskaniu matury zaczął najpierw studiować te dwa przedmioty.

„Aby uchronić się przed wywózką na przymusowe roboty do Niemiec, jesienią roku 1940 zaczął pracę jako robotnik fizyczny w kamieniołomie, związanym z fabryką chemiczną Solvay” (por. Jan Paweł II, Dar i tajemnica, s. 12). „Jesienią roku 1942 podjął ostateczną decyzję wstąpienia do krakowskiego Seminarium Duchownego, które arcybiskup Krakowa Sapieha potajemnie zorganizował w swej rezydencji. Już jako fabryczny pracownik rozpoczął z pomocą starych książek studiowanie teologii, tak że 1 listopada 1946 mógł otrzymać święcenia kapłańskie” (por. tamże, s. 15). Teologii uczył się jednak nie tylko z książek, ale także poprzez doświadczenie konkretnej ciężkiej sytuacji, w której znajdował się on sam i jego kraj. Jest to poniekąd charakterystyczne dla całego jego życia i działalności. Studiuje książki, ale zawarte w nich pytania stają się treścią, którą przeżywa i której dogłębnie doświadcza. Tak też dla niego jako młodego biskupa – od 1958 roku biskupa pomocniczego, a od 1964 roku arcybiskupa Krakowa – Sobór Watykański II stanowi szkołę całego jego życia i pracy. Pojawiające się doniosłe pytania, przede wszystkim wiążące się z tak zwanym Schematem XIII – późniejszą Konstytucją Gaudium et spes – były jego osobistymi pytaniami. Wypracowane na soborze odpowiedzi wskazały mu drogę jego pracy jako biskupa, a później jako papieża.

Gdy kardynał Wojtyła 16 października 1978 roku został obrany Następcą Świętego Piotra, Kościół znajdował się w sytuacji dramatycznej. Obrady soborowe przedstawiano na forum publicznym jako spieranie się o samą wiarę, która w ten sposób wydawała się pozbawiona swego charakteru nieomylnej i nienaruszalnej pewności. Tak na przykład pewien bawarski proboszcz sytuację tę scharakteryzował w następujących słowach: „Na koniec wpadliśmy w błędną wiarę”. To poczucie, że nic już nie jest pewne, że wszystko można kwestionować, podsycał jeszcze sposób przeprowadzania reformy liturgii. Na koniec wydawało się, że także w liturgii można wszystko tworzyć samemu. Paweł VI energicznie i zdecydowanie doprowadził do końca sobór, jednak po jego zakończeniu stawał przed coraz trudniejszymi problemami, które na koniec postawiły pod znakiem zapytania sam Kościół. Socjologowie porównywali w tamtym czasie sytuację Kościoła z sytuacją Związku Sowieckiego pod rządami Gorbaczowa, w którym w procesie poszukiwania niezbędnych reform rozpadł się na koniec cały potężny wizerunek państwa sowieckiego.

Tak więc na nowego papieża czekało w istocie zadanie po ludzku niemal niewykonalne. Już na pierwszy rzut oka okazało się jednak, że Jan Paweł II budził nowe zachwycenie się Chrystusem i Jego Kościołem. Najpierw jego słowa na rozpoczęcie pontyfikatu, zawołanie: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!” Ten ton charakteryzował zresztą cały jego pontyfikat i uczynił go wyzwalającym odnowicielem Kościoła. Stało się tak dlatego, że nowy papież pochodził z kraju, w którym recepcja soboru była pozytywna. Decydujące było nie powątpiewanie we wszystko, lecz radosna odnowa wszystkiego.

W 104 wielkich podróżach duszpasterskich papież przemierzył cały świat i wszędzie głosił Ewangelię jako radosną nowinę, wyjaśniając w ten sposób także swój obowiązek opowiadania się za dobrem, za Chrystusem.

W 14 encyklikach na nowy sposób ukazywał wiarę Kościoła i jego ludzkie nauczanie. Nieuniknione więc było to, że wywołał sprzeciw w Kościołach Zachodu, które były przepełnione wątpliwościami.

Dzisiaj istotne wydaje mi się wskazywanie na właściwe centrum, z perspektywy którego należy odczytywać przesłanie zawarte w jego różnych tekstach. Centrum to sugestywnie odsłoniła nam wszystkim godzina jego śmierci. Papież Jan Paweł II zmarł w pierwszych godzinach ustanowionego przez niego święta Miłosierdzia Bożego. Pozwólcie mi najpierw dołączyć tutaj małą osobistą uwagę, która ukazuje nam coś ważnego dla zrozumienia istoty i postępowania tego papieża. Jan Paweł II był od początku pod dużym wrażeniem orędzia krakowskiej zakonnicy Faustyny Kowalskiej, która przedstawiała miłosierdzie Boże jako istotne centrum całej chrześcijańskiej wiary i pragnęła ustanowienia jego święta. Po konsultacjach papież przewidział na nie Białą Niedzielę. W sprawie stosowności tej daty, przed podjęciem ostatecznej decyzji, poprosił jednak o opinię Kongregację Nauki Wiary. Daliśmy odpowiedź negatywną, ponieważ uważaliśmy, że takiej wielkiej, starej i pełnej treści daty jak Biała Niedziela nie należy obciążać nowymi ideami. Dla Ojca Świętego przyjęcie naszego „nie” z pewnością nie było łatwe. On jednak zrobił to z całą pokorą i przyjął również nasze drugie „nie”. Na koniec sformułował propozycję, która Białej Niedzieli pozostawia jej historyczne znaczenie, ale w jej pierwotną treść wprowadza miłosierdzie Boże. Często zdarzały się takie przypadki, w których wywierała na mnie wrażenie pokora wielkiego papieża, rezygnującego ze swych ulubionych idei, gdy nie było na nie zgody urzędowych organów, o którą zgodnie z klasycznym porządkiem należało je prosić.

Gdy Jan Paweł II wydał ostatnie tchnienie na tym świecie, było akurat po pierwszych nieszporach święta Miłosierdzia Bożego. Rozjaśniło to godzinę jego śmierci: światło miłosierdzia Bożego rozbłysło nad jego konaniem jako krzepiące orędzie. W swojej ostatniej książce Pamięć i tożsamość, która ukazała się prawie w przeddzień jego śmierci, papież raz jeszcze pokrótce przedstawił orędzie Bożego miłosierdzia. Wskazuje w niej, że siostra Faustyna zmarła jeszcze przed okropieństwem drugiej wojny światowej, ale przekazała już odpowiedź Pana na te potworności. „Zło nie odnosi ostatecznego zwycięstwa! Tajemnica paschalna potwierdza, że ostatecznie zwycięskie jest dobro; że życie odnosi zwycięstwo nad śmiercią; że nad nienawiścią tryumfuje miłość” (s. 62).

Papieżowi przez całe życie chodziło oto, aby obiektywne centrum wiary chrześcijańskiej – naukę o zbawieniu – subiektywnie przyjąć za swoje i uzdalniać innych do jego przyjęcia. Dzięki zmartwychwstałemu Chrystusowi miłosierdzie Boże jest przeznaczone dla każdego. Mimo iż to centrum chrześcijańskiej egzystencji jest nam darowane tylko w wierze, ma ono jednocześnie znaczenie filozoficzne, bo skoro miłosierdzie Boże nie jest faktem, to musimy radzić sobie z takim światem, w którym ostateczna przeciwwaga dobra wobec zła nie jest rozpoznawalna. Ostatecznie poza tym obiektywnym historycznym znaczeniem każdy musi wiedzieć, że miłosierdzie Boże okaże się na koniec silniejsze od naszej słabości. W tym miejscu należy odnajdywać wewnętrzną jedność orędzia Jana Pawła II i zasadnicze intencje papieża Franciszka: wbrew spotykanej niekiedy opinii Jan Paweł II nie jest moralnym rygorystą. Ukazując istotne znaczenie Bożego miłosierdzia, daje on nam możność przyjęcia stawianych ludziom moralnych wymogów, mimo iż człowiek nigdy nie zdoła im w pełni sprostać. Nasze moralne wysiłki podejmujemy w świetle Bożego miłosierdzia, które dla naszej słabości okazuje się uzdrawiającą mocą.

Gdy papież Jan Paweł II umierał, Plac św. Piotra był pełen ludzi, przede wszystkim młodych, którzy chcieli po raz ostatni spotkać się ze swym papieżem. Nigdy nie zapomnę chwili, w której arcybiskup Sandri podał wiadomość o odejściu papieża. Nie zapomnę przede wszystkim chwili, w której wielki dzwon św. Piotra ogłosił tę wiadomość. W dniu pogrzebu Ojca Świętego można było zobaczyć mnóstwo plakatów z napisem „Santo subito”. Było to wołanie, które płynęło ze spotkania z Janem Pawłem II ze wszystkich stron. Inie tylko na Placu św. Piotra, ale w różnych kręgach intelektualistów dyskutowano nad nadaniem Janowi Pawłowi II tytułu „Wielki”.

Słowo „święty” wskazuje na sferę Bożą, a słowo „wielki” na wymiar ludzki. Zgodnie z zasadami Kościoła świętość ocenia się na podstawie dwóch kryteriów: heroiczności cnót i cudu. Obydwa te kryteria są ściśle ze sobą związane. Bowiem pojęcie „cnoty heroicznej” oznacza nie jakiś sukces olimpijski, ale fakt, że wdanym człowieku i przez niego widoczne jest to, co nie ma źródła w nim samym, lecz jest tym, co działanie Boga ukazuje w nim i przez niego. Chodzi tu nie o moralne współzawodnictwo, lecz o rezygnację z własnej wielkości. Chodzi oto, że człowiek pozwala Bogu działać w sobie i w ten sposób uwidaczniać przez siebie działanie i moc Boga.

To samo odnosi się do kryterium cudu. Również tutaj nie chodzi oto, że dzieje się coś sensacyjnego, lecz oto, że uzdrawiająca dobroć Boga staje się widoczna w sposób przekraczający ludzkie możliwości. Święty jest człowiekiem otwartym, którego przenika Bóg. Święty to ktoś otwarty na Boga, to człowiek przeniknięty Bogiem. Świętym jest ten, kto nie koncentruje uwagi na sobie, ale sprawia, że widzimy i rozpoznajemy Boga. Celem procesów beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego jest właśnie zbadanie tego zgodnie z normami prawa. W odniesieniu do Jana Pawła II obydwa te procesy zostały przeprowadzone ściśle według obowiązujących reguł. Stoi on więc teraz przed nami jako ojciec ukazujący nam miłosierdzie i dobroć Boga.

Trudniejsze jest poprawne zdefiniowanie pojęcia „wielki”. Wciągu prawie dwutysiącletniej historii papiestwa tytuł „Wielki” przyjął się tylko w odniesieniu do dwóch papieży: do Leona I (440 – 461) i do Grzegorza I (590 – 604). Słowo „wielki” ma u obydwu wydźwięk polityczny, ale w tym sensie, że dzięki sukcesom politycznym ukazuje się coś z tajemnicy samego Boga. Leon Wielki w rozmowie z wodzem Hunów Attylą przekonał go do oszczędzenia Rzymu, miasta apostołów Piotra i Pawła. Bez broni, bez władzy wojskowej czy politycznej, mocą swego przekonania do wiary zdołał straszliwego tyrana namówić do oszczędzenia Rzymu. W walce ducha z władzą, duch okazał się silniejszy. Grzegorz Inie odniósł żadnego podobnie spektakularnego sukcesu, ale mimo to potrafił kilka razy ocalić Rzym przed Longobardami – również on, przeciwstawiając władzy ducha, odnosił zwycięstwo ducha.

Gdy zestawiamy historię tych dwóch papieży z historią Jana Pawła II, podobieństwo jest niezaprzeczalne. Także Jan Paweł II nie dysponował żadną siłą militarną ani władzą polityczną. W lutym 1945 roku, przy naradzaniu się nad przyszłym kształtem Europy i Niemiec, ktoś zwrócił uwagę, że trzeba też uwzględnić opinię papieża. Stalin zapytał wtedy: „Ile dywizji ma papież?” Oczywiście nie miał żadnej. Ale moc wiary okazała się siłą, która na koniec w roku 1989 wytrąciła z równowagi sowiecki system siły i umożliwiła nowy początek. Nie ulega wątpliwości, że wiara papieża stanowiła istotny element w przełamaniu sił. I z pewnością także tutaj widoczna jest owa wielkość, która ujawniła się w przypadku Leona I i Grzegorza I.

Pytanie, czy w tym przypadku przydomek „wielki” przyjmie się czy nie, pozostawmy otwarte. Prawdą jest, że w Janie Pawle II uwidoczniły się nam wszystkim moc i dobroć Boga. W czasie, kiedy Kościół na nowo cierpi z powodu naporu zła, jest on dla nas oznaką nadziei i otuchy.

Drogi Święty Janie Pawle II, módl się za nami!

Benedykt XVI

Źródło




List Prezydium KEP z okazji setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II

17-18 maja 2020 roku

 

Umiłowani Siostry i Bracia!

1. W tym roku świętujemy setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II, który przyszedł na świat 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Ten wielki święty wniósł nieoceniony wkład w historię naszego kraju, Europy, świata oraz w historię Kościoła powszechnego. O Karolu Wojtyle powiedziano i napisano już bardzo wiele, dobrze znana jest również jego biografia, która doczekała się licznych ekranizacji. W trudnym dla nas wszystkich czasie – gdy zmagamy się z pandemią koronawirusa i stawiamy pytania o przyszłość naszych rodzin oraz społeczeństwa – warto także zapytać o to, co On dziś miałby nam do powiedzenia? Z jakim przesłaniem zwróciłby się do rodaków w maju 2020 roku?

Jako pierwsze przychodzą nam na myśl słowa, które wypowiedział w homilii rozpoczynającej pontyfikat: „Nie lękajcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie!” (22.10.1978). Tak, Chrystus wie, co każdy z nas nosi dziś w sobie, On doskonale zna nasze radości, niepokoje, nadzieje, lęki, tęsknoty. Tylko On ma odpowiedź na pytania, które stawiamy sobie w obecnej chwili.

Święty Jan Paweł II był człowiekiem, w którego życiu niezwykle wyraźnie uwidaczniały się cierpienie i niepewność jutra. Jego droga do świętości wiodła przez szereg trudnych doświadczeń życiowych, jak choćby przedwczesna śmierć ukochanej matki czy okrucieństwa II wojny światowej. On przyjmował te wydarzenia z wiarą w to, że historię człowieka ostatecznie prowadzi Pan Bóg, a śmierć nie jest pragnieniem Stwórcy. Gdyby Papież Polak żył dzisiaj, na pewno dobrze rozumiałby osoby, które przebywają w izolacji i kwarantannie. Modliłby się za chorych, zmarłych oraz ich rodziny. Sam przecież wielokrotnie chorował i cierpiał w warunkach szpitalnego odosobnienia, bez możliwości sprawowania Mszy św. z wiernymi. Jego brat Edmund zmarł w wieku 26 lat, jako młody lekarz, kiedy zaraził się od chorej pacjentki, udzielając jej pomocy medycznej. Na jego płycie nagrobnej wyryto napis: „Swe młode życie oddał w ofierze cierpiącej ludzkości”. By upamiętnić swego starszego brata, nasz święty Papież trzymał na swoim biurku lekarski stetoskop. Święty Jan Paweł II rozumiał i cenił pracę lekarzy, pielęgniarek, ratowników i pracowników medycznych, za których często się modlił i z którymi się spotykał.

2. Początek kapłańskiej drogi Karola Wojtyły miał miejsce w czasie II wojny światowej. Wraz ze swoimi rodakami był on ofiarą dwóch totalitarnych systemów: narodowego i międzynarodowego socjalizmu. Obydwa odrzucały Boga. Obydwa wyrosły na pysze, pogardzie dla innych i nienawiści. Obydwa odbierały wolność i godność człowiekowi. Obydwa niosły strach i śmierć. Obydwa te systemy ściśle też ze sobą współpracowały, aby doprowadzić do eksterminacji polskiej inteligencji, a naród polski przekształcić w rzesze niewolników. W tym czasie młody Karol Wojtyła był robotnikiem w kamieniołomach fabryki chemicznej Solvay w podkrakowskich Łagiewnikach.

Następny rozdział księgi życia św. Jana Pawła II to posługa księdza oraz biskupa krakowskiego. Po dwuletnich studiach w Rzymie został wikariuszem i katechetą w parafii w Niegowici, później pracował w Krakowie. Wykładał w seminariach duchownych i na uniwersytetach. 29 września 1958 roku został wyświęcony na biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej, a w roku 1964 został jej arcybiskupem metropolitą. Brał czynny udział we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II. W roku 1967 papież Paweł VI mianował go kardynałem. W czasach komunistycznego reżimu stanowczo bronił chrześcijańskich wartości. Otwarty na dialog, w każdym widział brata. Nieustannie apelował o poszanowanie godności każdego człowieka. Emanował entuzjazmem duszpasterskim. Wiele serca poświęcał pracy z młodzieżą, studentami, z młodymi małżeństwami. Wycieczki w góry, na narty, obozy na łonie natury służyły mu zbliżaniu ludzi do Boga. Żartował, słuchał i uczył, stawiając młodym wysokie cele i wymagania. „Odkrycie Chrystusa to najpiękniejsza przygoda waszego życia” – mówił najpierw do młodzieży w Polsce, a potem – na całym świecie.

I tak nadszedł historyczny dzień 16 października 1978 roku, gdy kard. Karol Wojtyła został wybrany papieżem. Tu okazało się, jak ważną postacią w jego życiu był kard. Stefan Wyszyński. Po wyborze na papieża, Jan Paweł II powiedział: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła. Gdyby nie było Jasnej Góry”. Obydwaj byli głęboko związani z sanktuarium jasnogórskim. Tam wszystko zawierzali Matce Bożej.

Wybór kard. Karola Wojtyły na następcę św. Piotra otworzył nowy rozdział nie tylko w jego życiu, ale także w historii Kościoła w Polsce i na świecie. Niespełna rok później zabrzmiały w Polsce słowa modlitwy: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Te słowa, wypowiedziane 2 czerwca 1979 roku podczas Mszy św. na ówczesnym Placu Zwycięstwa w Warszawie, stały się momentem zwrotnym w procesie polskich przemian demokratycznych. Dodały odwagi i nadziei, której Polacy wówczas tak bardzo potrzebowali. Dzisiaj – z perspektywy czasu – możemy traktować je jako słowa prorocze.

3. Święty Jan Paweł II głosił Ewangelię na całym świecie. Odwiedził 132 kraje i około 900 miejscowości. Jego nauczanie jest wciąż aktualne. Warto do niego sięgać, także poprzez internet i media społecznościowe, wykorzystując możliwości, które stwarzają nowe technologie. Już w 2002 roku Papież wzywał przecież cały Kościół do wypłynięcia „na głębię cyberprzestrzeni”.

Głosząc konieczność poszanowania praw każdej osoby ludzkiej, Papież bronił najsłabszych i bezbronnych. Dzisiaj, gdy w czasie pandemii koronawirusa świat walczy o każde ludzkie życie, trzeba przypomnieć, że Jan Paweł II domagał się ochrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Podkreślał, że w żadnej dziedzinie życia prawo cywilne nie może zastąpić właściwie ukształtowanego sumienia. Kiedy wielu niepokoją zmiany demograficzne, wyludnianie się i starzenie Europy, jego słowa są nadal aktualną przestrogą: „naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”. W 1991 roku, w Radomiu, św. Jan Paweł II mówił: „Do tego cmentarzyska ofiar ludzkiego okrucieństwa w naszym stuleciu dołącza się inny jeszcze wielki cmentarz: cmentarz nienarodzonych, cmentarz bezbronnych, których twarzy nie poznała nawet własna matka, godząc się lub ulegając presji, aby zabrano im życie, zanim jeszcze się narodzą. A przecież już miały to życie, już były poczęte, rozwijały się pod sercem swych matek, nie przeczuwając śmiertelnego zagrożenia. A kiedy już to zagrożenie stało się faktem, te bezbronne istoty ludzkie usiłowały się bronić. Aparat filmowy utrwalił tę rozpaczliwą obronę nienarodzonego dziecka w łonie matki wobec agresji. Kiedyś oglądałem taki film – i do dziś dnia nie mogę się od niego uwolnić, nie mogę uwolnić się od jego pamięci. Trudno wyobrazić sobie dramat straszliwszy w swej moralnej, ludzkiej wymowie”.

Polacy i Polska stanowili bardzo ważną część życia św. Jana Pawła II, który po latach wyznał: „Sprawy mojej Ojczyzny zawsze były i są mi bardzo bliskie. Wszystko, co przeżywa mój naród, wszystko to głęboko noszę w sercu. Dobro Ojczyzny uważam za moje dobro” (audiencja do Polaków z okazji 20. rocznicy pontyfikatu, 1998). Polska była krajem, który Ojciec Święty odwiedzał najczęściej – odbył do Ojczyzny dziewięć pielgrzymek. Przyjeżdżał zawsze z konkretnym przesłaniem do rodaków, dostosowanym do aktualnie panującej sytuacji religijnej i politycznej. Każda z pielgrzymek była traktowana przez Polaków jako narodowe rekolekcje, a w spotkaniach z Papieżem uczestniczyły miliony osób. Święty Jan Paweł II wzywał Polaków do sprawiedliwości społecznej i wzajemnego szacunku. Mówił: „«Jeden drugiego brzemiona noście» – to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy «brzemię» dźwigane przez człowieka samotnie” (Gdańsk, 1987).

4. Dla wielu osób świadectwo o prawdziwości Ewangelii, jakie dał całemu światu św. Jan Paweł II, wybrzmiało najbardziej przekonująco wtedy, gdy przyszło mu osobiście zmagać się z cierpieniem i chorobą, a na koniec życia stanąć wobec konieczności śmierci. Po raz pierwszy z doświadczeniem wielkiego cierpienia spotkał się w związku z zamachem na swoje życie 13 maja 1981 roku. Kardynał Stanisław Dziwisz, wieloletni osobisty sekretarz św. Jana Pawła II i świadek jego świętości, tak wspominał ten niezwykle dramatyczny czas: „Pamiętam, że w momencie zamachu na Placu św. Piotra [Papież] zachował duży spokój i opanowanie, choć sytuacja była dramatyczna, a zagrożenie życia ogromne. Pytany przeze mnie, potwierdził, że odczuwa ból spowodowany przez rany, pokazał też ich miejsca. Nie można jednak mówić o żadnej panice. Zanim stracił świadomość, od razu też zawierzał się Maryi i mówił, że przebacza temu, który do niego strzelił”.

W ostatnim dniu swojej ziemskiej pielgrzymki, 2 kwietnia 2005 roku, Jan Paweł II był pełen wewnętrznego pokoju i poddania się woli Bożej. Jak wspomina kardynał Dziwisz, Papież był „zanurzony w modlitwie, miał świadomość swojego stanu i tego, co się z nim dzieje. Prosił, żeby czytać mu fragmenty Ewangelii według św. Jana, żegnał się ze współpracownikami, przyszedł m.in. kard. Joseph Ratzinger, były siostry zakonne, które mu posługiwały, był także fotograf Arturo Mari. Odprawialiśmy jeszcze Mszę św. ze Święta Miłosierdzia Bożego, stawał się coraz słabszy, z coraz mniejszą świadomością, ale gotowy na przejście do Domu Ojca”.

Podczas pogrzebu Jana Pawła II, 8 kwietnia 2005 roku, wiatr silnym podmuchem zamknął księgę Ewangeliarza znajdującą się na jego trumnie. Tak jakby zamknął księgę jego życia. Na zakończenie uroczystości wierni zebrani na Placu św. Piotra wołali „Santo Subito!” – Natychmiast świętym!”. W ten sposób prosili, aby Kościół ogłosił to, czego sami byli pewni: ten Papież był człowiekiem prawdziwie świętym!

Cieszymy się bardzo, że 7 maja tego roku – niemal dokładnie w setną rocznicę przyjścia na świat Jana Pawła II – w bazylice pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach, gdzie został ochrzczony, za zgodą Stolicy Apostolskiej rozpoczął się proces beatyfikacyjny jego Rodziców: Sług Bożych Emilii i Karola Wojtyłów. Wiemy dobrze, że nie byłoby takiego człowieka, kapłana i biskupa jak Karol Wojtyła, gdyby nie było wielkiej wiary jego Rodziców.

5. Papież Franciszek, który kanonizował Jana Pawła II, we wstępie do książki opublikowanej w Watykanie z okazji stulecia urodzin Papieża Polaka wyznał: „Wiele razy w czasie mojego życia kapłańskiego i biskupiego spoglądałem na niego, prosząc w moich modlitwach o dar wierności Ewangelii, tak jak on dawał o niej świadectwo. (…) Już piętnaście lat dzieli nas od jego śmierci. Może to niewiele, ale to bardzo długo dla nastolatków i młodych ludzi, którzy go nie znali lub którzy mają tylko kilka mglistych wspomnień o nim z dzieciństwa. Z tego powodu w setną rocznicę jego urodzin słusznie było upamiętnić tego wielkiego świętego świadka wiary, którego Bóg dał swojemu Kościołowi i ludzkości” (San Giovanni Paolo II, 100 anni, Parole e Immagini, Prefazione di Papa Francesco [Święty Jan Paweł II, 100 lat. Słowa i Obrazy, Wstęp Papieża Franciszka], Città del Vaticano, Libreria Editrice Vaticana 2020, s. 3, 6).

Od śmierci św. Jana Pawła II ludzie z całego świata modlą się nieprzerwanie u jego grobu w Bazylice św. Piotra. Za jego przyczyną proszą Boga o potrzebne łaski. Dołączmy i my do nich i módlmy się – przez jego wstawiennictwo – w intencjach, które głęboko nosimy w naszych sercach. Prośmy za naszą Ojczyznę, Europę i cały świat. Módlmy się o ustanie pandemii, za chorych, zmarłych i ich rodziny, za lekarzy, służbę medyczną i tych wszystkich, którzy narażają swoje życie dla naszego bezpieczeństwa. Niech setna rocznica urodzin Papieża Polaka będzie dla nas wezwaniem do braterstwa i jedności. Niech będzie źródłem nadziei i zaufania Miłosierdziu Bożemu.

Święty Janie Pawle II, módl się za nami. Amen.

Abp Stanisław Gądecki
Arcybiskup Metropolita Poznański
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski
Wiceprzewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE)

Bp Artur G. Miziński
Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski

Abp Marek Jędraszewski
Arcybiskup Metropolita Krakowski
Zastępca Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski

 

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA - "JEŻELI MNIE MIŁUJECIE, BĘDZIECIE ZACHOWYWAĆ MOJE PRZYKAZANIA"



JEŻELI MNIE MIŁUJECIE, BĘDZIECIE ZACHOWYWAĆ MOJE PRZYKAZANIA.



Ewangelia (J 14, 15-21) – 17 maja 2020

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie.

Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was.

Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie».




Życzliwe myślenie o Jezusie i miłowanie Go

„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”. (J 14,15) Tymi słowami Jezus wyjaśnia, co znaczy miłować Go prawdziwie. Wyrazów miłości do Boga – podobnie jak do człowieka – jest wiele. Miłością jest już każde życzliwe pomyślenie o Nim, wymówienie z szacunkiem Jego imienia, „odczuwanie” miłości do Niego. Wiele takich przejawów miłości do Chrystusa może się rodzić w okresie świąt Bożego Narodzenia, bo wiążą się one z różnymi przyjemnymi zwyczajami, takimi jak śpiewanie kolęd, składanie sobie życzeń, udzielaniu sobie prezentów, budowaniem szopek itp. Te wszystkie zwyczaje mogą wywoływać miłe i przyjazne uczucia, zwracające się także do Jezusa-Dzieciny; mogą rozbudzać współczucie wobec Niego, nawet łzy z powodu Jego płaczu, odczuwanego chłodu, głodu, odrzucenia itd. To wszystko ma swoją wartość i wyraża jakąś formę miłości do Niego. Jeśli jednak miłość uczuciowa nie łączy się z poważnym staraniem się o wypełnianie przykazań Jezusa, to nie jest ona zbyt głęboka. Jest samym tylko uczuciem, wzruszeniem, które szybko może przeminąć wraz z nastrojem świątecznym, a nawet zamienić się w inne uczucia, takie jak niechęć, wrogość, rozżalenie, pretensje itp.. Miłość wyczerpująca się w samym tylko uczuciu nie jest jeszcze zbyt mocno zakorzeniona w całym życiu. Staje się taką, gdy ktoś poważnie traktuje przykazania Jezusa: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.” (J 14,15)


Jezus przez swoją śmierć nie osierocił ludzkości

Napełniony miłością, stojący w obliczu śmierci Jezus mówi do swoich uczniów z czułością i troskliwością matki lub ojca, który pozostawia osamotnione dzieci, bo nadeszła godzina odejścia z tego świata i opuszczenia przez to najbliższych: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie”. (J 14,18-19) Odejście Jezusa z tego świata przez śmierć krzyżową nie będzie równoznaczne z osieroceniem ludzkości. Jezus bowiem tyko w sposób widzialny „zniknie” z tego świata. Nie skończy się jednak Jego realna obecność w Eucharystii. Nadal będzie dostępny w swoim słowie i nikt nie będzie pozbawiony Jego opieki. Uczniowie Jezusa nie będą osieroceni, gdyż będą mieli ciągle blisko siebie Tego, który jest lepszy niż każdy ziemski ojciec lub matka. Uczniowie Jezusa będą Go nadal oglądać oczami wiary. Tylko świat – jak powiedział – nie będzie Go już oglądał. Nie będzie Go oglądał, bo odrzucił wiarę w Niego, a czas widzenia Go oczami cielesnymi już dobiegł końca. Dla uczniów Jezusa nie będzie On tylko „martwym” wspomnieniem, obrazem z przeszłości. Przeciwnie, będą Go oglądać oczyma wiary jako Kogoś żyjącego i ożywiającego. Ktoś martwy nie może ożywiać innych, a Jezus nie będzie martwy. Po swojej śmierci krzyżowej szybko powróci do takiego życia, którego już Mu nikt nie odbierze. Będzie żył pośród nas jako zmartwychwstały Pan aż do skończenia świata. Swoje życie będzie przelewał w dusze tych, którzy otworzą się przez wiarę jak naczynia, gotowe przyjąć wszystkie wysłużone przez Niego na Krzyżu łaski. W te otwarte naczynia wleje On życie wieczne, czyli takie, które nie tylko nie zaniknie w chwili śmierci, lecz osiągnie swoją pełnię w niebie.


Kurs przedmałżeński w Diecezji Warszawsko-Praskiej

Ostatni przed wakacjami internetowy kurs przedmałżeński w Diecezji Warszawsko-Praskiej
11 maja 2020 roku

Diecezjalne Duszpasterstwo Rodzin, w związku z aktualną sytuacją, organizuje dla narzeczonych trzecią serię internetowych katechez przedmałżeńskich, przygotowujących do sakramentu małżeństwa. Istnieje też możliwość uczestnictwa w naukach w języku angielskim.

Ta forma kursu przeznaczona jest tylko dla narzeczonych z terenu naszej diecezji, którzy planują zawarcie Sakramentu Małżeństwa do końca 2020 roku.

Zgłoszenia przyjmuje diecezjalny duszpasterz rodzin ks. Robert Wielądek (nr tel. 664766062) do 30 maja 2020 roku.


ks. dr Robert Wielądek
Dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin

V NIEDZIELA WIELKANOCNA - "W DOMU OJCA MEGO JEST MIESZKAŃ WIELE"


W DOMU OJCA MEGO JEST MIESZKAŃ WIELE



Ewangelia (J 14, 1-12) - 10 maja 2020

Ja jestem drogą i prawdą, i życiem

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę».

Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?»

Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście».

Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy».

Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca».




Wieczność w domu Ojca

"W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział.”  Jezus, ogłaszając Dobrą Nowinę o wieczności w domu Ojca, zapewnia nas, że to, co mówi, jest prawdą i że to On jest Drogą prowadzącą nas do Odwiecznej Prawdy dającej Życie! Czyż nie są to Słowa pełne nadziei, wzbudzające zaufanie i radość? Ale jakie jest to mieszkanie, o którym mówi Jezus? Mieszkanie u Ojca, nie ludzką ręką uczynione, ale przygotowane przez samego Jezusa dla tych, którzy wierzą w Niego i Go kochają. On, odchodząc do Ojca po zmartwychwstaniu, pozostawił obietnicę, że idzie przygotować miejsce każdemu, miejsce jedyne, niepowtarzalne, aby, kiedy przyjdzie powtórnie, zabrać nas do siebie i uszczęśliwić na wieki.

Jednakże aby przyjąć to słowo, potrzeba UWIERZYĆ! Uwierzyć Jezusowi! Całe chrześcijaństwo opiera się na wierze w Jezusa i Jezusowi! Tak, to wiara prowadzi nas do domu Ojca, to poprzez wiarę już dziś dotykamy wieczności i nieba. To w wierze łączymy się z Bogiem. Kiedy żyjemy prawdziwie wiarą, zmienia się perspektywa naszego życia, myślenia, przeliczania, bo patrzymy już na życie przez pryzmat wieczności. Uświadamiamy sobie, że wszystko jest w Bożych rękach, a Jego opatrzność czuwa nad każdą naszą potrzebą, że jesteśmy tylko maleńkim „pyłkiem” w nieskończonym oceanie Bożej miłości.

Jezus przygotowuje nam miejsce w domu Ojca, ale my również z naszej strony powinniśmy poprzez całe nasze życie przygotowywać serce na to spotkanie z Nim, aby wejść w wieczną komunię z Bogiem, wejść w pełnię życia. Absolutnie nie może zabraknąć tego przygotowania. Tęsknota za Niebem, za prawdziwym szczęściem jest wpisana w nasze serce. Więc zamiast biegać za bogactwem tego świata, zbierajmy skarby na życie wieczne, te skarby, które będziemy mogli zabrać do wiecznego mieszkania, a są to skarby miłości...

Dlatego dajmy się porwać Duchowi Świętemu, bo On najlepiej potrafi nas uformować i przygotować na spotkanie z Panem. Poprzez Maryję prośmy, abyśmy byli godni wejść na gody Baranka i zamieszkać w Domu Pańskim po wieczne czasy, bo „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują!” Amen.

 

Zabiorę was do siebie

Wiele razy i na wiele sposobów dostało mi się od innych za te zacytowane słowa. Dziś słyszymy słowo zapowiadające powtórne przyjście Jezusa. On wkroczy w historię czasu ziemskiego, zatrzymując go definitywnie i rozpoczynając czas wieczności. Czasami księża, idąc trochę na skróty, powiadają rodzinie kogoś zmarłego: Bóg zabrał Go do siebie. I pewnie ten „wyrok śmierci”, bo tak jest często rozumiany, łatwiej przyjąć wobec dziewięćdziesięcioletniej babci, ale kobieta ginąca w wypadku samochodowym, będąca w siódmym miesiącu ciąży i mająca dwójkę dzieci w domu, to już jest krzyk i pytanie: Boże, dlaczego tak chciałeś?!

Czy na jakimś akcie zgonu, jako przyczynę śmierci, ktoś napisał kiedyś – Bóg? Czy raczej nie chodzi tu o ten moment, gdy nasze ciało nie ma już sił i zdolności do kolejnej minuty życia? A wówczas przychodzi ta chwila oczekiwana przez całe życie. Oto dokonuje się spotkanie twarzą w twarz człowieka z Bogiem.

Potem pada pytanie: czy chcesz ze mną odejść do domu naszego Ojca? I po pozytywnej odpowiedzi następuje moment przedstawienia – Jezus przyznaje się przed Ojcem do nas, którzy życiem całym przyznawaliśmy się przed ludźmi do Jezusa. A więc to zabranie nas przez Jezusa staje się najszczęśliwszym wydarzeniem. Jezus jest drogą, prawdą i życiem. Czyli moim życiem ma być ta prawda, że idąc drogą, po której kroczy Jezus Chrystus, odnajdę sens życia na ziemi i tęsknotę za Nim. A wtedy kolejne minuty istnienia staną się potwierdzaniem tego wyboru, którego dokonam w chwili przekraczania granicy życia.

 

We mnie wierzcie

Wiara warunkuje wszystko.

Tam, gdzie jest wiara, nie ma lęku. Wiara w Jezusa zakorzeniona jest w naszej wierze w Boga. To Ojciec gwarantuje nam niebo, wieczność, szczęście. Jezus, Syn Boży poprzez swoje posłannictwo przybliża nam odwieczne plany Ojca. Mówi o szczęściu, jakie Bóg zaplanował dla człowieka. Mówi, ale i zaświadcza o tym. Swoją męką i zmartwychwstaniem gwarantuje nam, że każdy z nas może i powinien zająć czekające na niego miejsce. Słowa Jezusa są objawieniem odwiecznych planów Ojca względem nas. Miłujący Bóg chce nas mieć u siebie. Chce z nami być całą wieczność. Aby tak było, trzeba tylko uwierzyć, przyjąć, zaakceptować najlepszy dla nas plan Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Tylko głębia wiary pozwala nam poznać w Synu Ojca. Tylko z wiarą w sercu można iść za Jezusem, który jest Drogą. Tylko wiara pozwala nam przyjąć Jego słowa, bo On jest Prawdą. Wiara wskazuje na perspektywę życia bez końca, życia wiecznego, życia, które przewyższa wszystko to, co widzimy tutaj na ziemi, bo On jest Życiem.

Wierząc, idźmy do Ojca, idźmy w stronę nieba i wieczności, idźmy, naśladując, słuchając Jezusa, bo nikt inaczej nie może iść do Ojca, jak tylko wierząc w Syna.


Źródło: profeto.pl


NOWE GODZINY MSZY ŚWIĘTYCH W NIEDZIELE





Od niedzieli 10 maja
niedzielne Msze Święte w naszej Parafii
będą sprawowane w następującym porządku:

Msza Święta – godz. 7.00
Msza Święta – godz. 8.00
Msza Święta – godz. 9.30
Msza Święta – godz. 11.00
Msza Święta – godz. 12.30
Msza Święta – godz. 15.00
Nabożeństwo majowe – 17.30
Msza Święta – godz. 18.00
Msza Święta – godz. 20.00

Zachęcamy do skorzystania z dodatkowych możliwości osobistego uczestnictwa
w niedzielnej Mszy Świętej.

NIEDZIELA DOBREGO PASTERZA



NIEDZIELA DOBREGO PASTERZA
IV NIEDZIELA WIELKANOCNA



Drodzy Parafianie,

Czwarta Niedziela Wielkanocna – Niedziela Dobrego Pasterza – rozpoczyna 57. jako Tydzień Modlitw o Powołania o Powołania Kapłańskie i Zakonne, obchodzony w tym roku pod hasłem „Wielka Tajemnica Wiary”.

Składamy serdeczne Bóg zapłać, w tym trudnym okresie epidemii za wszelkie wsparcie duchowe oraz finansowe na utrzymanie i funkcjonowanie naszej parafii, przekazywane na rachunek bankowy (numer konta: 55 8019 1010 2004 0006 3514 0001). Korzystając z okazji pragniemy także serdecznie podziękować za Waszą osobistą troskę o nas Waszych duszpasterzy i za wszelkie wyrazy sympatii i życzliwości okazywane nam na różny sposób. Serdeczne Bóg zapłać za każde wsparcie i życzliwość!!!


Jako Wasi pasterze w trosce o duchowy rozwój naszej Wspólnoty parafialnej, aby umożliwić jak największej liczbie Parafian uczestnictwo w niedzielnych Mszach Świętych w trudnym czasie pandemii (w naszym kościele jednorazowo może uczestniczyć 48 osób), rozszerzyliśmy dotychczasowy porządek niedzielnych Mszy Świętych.


 

Od niedzieli 10 maja
niedzielne Msze Święte w naszej Parafii
będą sprawowane w następującym porządku:

Msza Święta – godz. 7.00
Msza Święta – godz. 8.00
Msza Święta – godz. 9.30
Msza Święta – godz. 11.00
Msza Święta – godz. 12.30
Msza Święta – godz. 15.00
Nabożeństwo majowe – 17.30
Msza Święta – godz. 18.00
Msza Święta – godz. 20.00

Zachęcamy do skorzystania z dodatkowych możliwości osobistego uczestnictwa
w niedzielnej Mszy Świętej.


Orędzie Ojca Świętego Franciszka
na tegoroczny Światowy Dzień Modlitw o Powołania

 

„Słowa powołania”

Drodzy bracia i siostry!

4 sierpnia ubiegłego roku, w 160. rocznicę śmierci świętego Proboszcza z Ars, zechciałem wystosować List do kapłanów, którzy codziennie poświęcają swe życie powołaniu, jakie skierował do nich Pan, służąc Ludowi Bożemu.

Przy tej okazji wybrałem cztery kluczowe słowa –smutek, wdzięczność, odwaga i uwielbienie – by podziękować kapłanom i wesprzeć ich posługę. Uważam, że dziś, w 57. Światowy Dzień Modlitw o Powołania, słowa te mogą zostać podjęte na nowo i skierowane do całego Ludu Bożego na tle fragmentu Ewangelii, który mówi nam o szczególnym doświadczeniu, które spotkało Jezusa i Piotra podczas burzliwej nocy nad jeziorem Tyberiadzkim (por. Mt 14, 22-36).

Po rozmnożeniu chlebów, które wprowadziło tłum w zachwyt, Jezus nakazał swoim uczniom wsiąść do łodzi i wyprzedzić Go na drugi brzeg, zanim odprawi lud. Obraz tej przeprawy przez jezioro w jakiś sposób przypomina podróż naszego istnienia. Łódź naszego życia powoli płynie naprzód, wciąż niespokojna, ponieważ szuka szczęśliwej przystani, gotowa rzucić wyzwanie niebezpieczeństwom i możliwościom morza, ale także oczekująca na manewr sternika, który ostatecznie naprowadzi na właściwy kurs. Czasami jednak może się zdarzyć, że się zagubi, że da się oślepić iluzjami, zamiast podążać za latarnią morską, która prowadzi ją do bezpiecznego portu, lub że zderzy się z przeciwnymi wiatrami trudności, wątpliwości i obaw.

Dzieje się tak również w sercach uczniów, którzy, powołani do podążania za Nauczycielem z Nazaretu, muszą zdecydować się przepłynąć na drugi brzeg, wybierając odważnie porzucenie swoich zabezpieczeń i wyruszenie za Panem. Ta przygoda nie jest spokojna: nadchodzi noc, wieje wiatr przeciwny, łódź jest miotana falami, i grozi im, że przerośnie ich strach przed tym, że się nie uda i że nie potrafią sprostać powołaniu.

Ewangelia mówi nam jednak, że w przygodzie tej trudnej podróży nie jesteśmy sami. Pan, niemal wymuszając jutrzenkę w środku nocy, idzie po wzburzonych wodach i dociera do uczniów, zaprasza Piotra, by po falach wyszedł Mu na spotkanie, ratuje go, gdy widzi, że tonie, i wreszcie wsiada do łodzi i sprawia, iż ustaje wiatr.

Zatem pierwszym słowem powołania jest wdzięczność. Nawigacja we właściwym kierunku nie jest zadaniem powierzonym wyłącznie naszym wysiłkom, ani nie zależy tylko od wybranych przez nas tras. Realizacja siebie i naszych planów życiowych nie jest matematycznym wynikiem tego, co postanawiamy w odizolowanym „ja”; wręcz przeciwnie, jest to przede wszystkim odpowiedź na powołanie, które otrzymujemy z wysoka. To Pan wskazuje nam brzeg, ku któremu powinniśmy się udać, a jeszcze wcześniej dodaje nam odwagi, aby wejść na łódź; to On, wzywając nas, staje się również naszym sternikiem, by nam towarzyszyć, wskazać nam kierunek, zapobiec, byśmy nie osiedli na rafach niezdecydowania i uzdolnić nas wręcz do chodzenia po wzburzonych wodach.

Każde powołanie rodzi się z tego miłującego spojrzenia, z jakim Pan wyszedł nam na spotkanie, być może właśnie w chwili, kiedy nasza łódź była ogarnięta burzą. „Jest ono nie tyle naszym wyborem, ile odpowiedzią na bezinteresowne wezwanie Pana” (List do kapłanów, 4 sierpnia 2019 r.); dlatego będziemy mogli je odkryć i przyjąć, gdy nasze serce otworzy się na wdzięczność i będzie potrafiło przyjąć przejście Boga w naszym życiu.

Kiedy uczniowie widzą zbliżającego się Jezusa idącego po wodzie, początkowo myślą, że to zjawa i boją się. Ale Jezus natychmiast uspokaja ich słowem, które musi zawsze towarzyszyć naszemu życiu i naszej drodze powołania: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (w. 27). To jest właśnie drugie słowo, które chciałbym wam przekazać: odwaga.

Tym, co często przeszkadza nam iść, wzrastać, obierać drogę, jaką Pan dla nas wytycza, są zjawy, które miotają się w naszym sercu. Kiedy jesteśmy powołani do opuszczenia naszego pewnego brzegu i przyjęcia stanu życia – takiego, jak małżeństwo, święcenia kapłańskie, życie konsekrowane – pierwszą reakcją jest często „zjawa niewiary”: to niemożliwe, aby to powołanie było dla mnie; czy to naprawdę właściwa droga? Czy Pan chce tego właśnie ode mnie?

Stopniowo narastają w nas wszystkie te rozważania, usprawiedliwienia i kalkulacje, które powodują, że tracimy rozmach, wprawiają w zakłopotanie i pozostawiają nas sparaliżowanych na brzegu wyjściowym: sądzimy, że coś nas zaślepiło, że nie jesteśmy na wysokości zadania, po prostu, że zobaczyliśmy zjawę, którą trzeba odpędzić.

Pan wie, że fundamentalna decyzja życiowa – taka, jak zawarcie małżeństwa lub poświęcenie się w sposób szczególny Jego służbie – wymaga odwagi. On zna pytania, wątpliwości i trudności, które wstrząsają łodzią naszego serca, i dlatego zapewnia nas: „Nie bój się, jestem z tobą!”. Wiara w Jego obecność, która wychodzi nam na spotkanie i nam towarzyszy, nawet gdy morze jest wzburzone, wyzwala nas ze znużenia, które miałem już okazję określić jako „słodkawy smutek” (List do kapłanów, 4 sierpnia 2019 r.), to znaczy wewnętrzne zniechęcenie, które nas blokuje i nie pozwala nam zasmakować piękna naszego powołania.

W Liście do kapłanów mówiłem także o cierpieniu, ale tutaj chciałbym przetłumaczyć to słowo inaczej i odnieść się do znużenia. Każde powołanie wymaga zaangażowania. Pan nas powołuje, ponieważ chce uczynić nas podobnymi do Piotra, zdolnymi do „chodzenia po wodzie”, to znaczy do wzięcia naszego życia w swe ręce, aby oddać je na służbę Ewangelii, w sposób konkretny i codzienny, jaki On nam wskazuje, a zwłaszcza w różnych formach powołania świeckiego, kapłańskiego oraz życia konsekrowanego. Ale jesteśmy podobni do Apostoła: mamy pragnienie i zapał, ale jednocześnie jesteśmy naznaczeni słabościami i obawami.

Jeśli pozwolimy się przytłoczyć myślom o oczekujących nas obowiązkach – w życiu małżeńskim lub kapłańskim – lub przeciwnościach, które się pojawią, wkrótce odwrócimy się od spojrzenia Jezusa i, podobnie jak Piotrowi, grozi nam, że zaczniemy tonąć. Przeciwnie, pomimo naszych słabości i ubóstwa, wiara pozwala nam iść w kierunku Zmartwychwstałego Pana i pokonać także burze. On rzeczywiście wyciąga ku nam rękę, gdy z powodu znużenia lub strachu grozi nam zatonięcie, i daje nam zapał niezbędny do przeżywania naszego powołania z radością i entuzjazmem.

Wreszcie, kiedy Jezus wsiada do łodzi, wiatr ustaje a fale się uspokajają. Jest to piękny obraz tego, jak Pan działa w naszym życiu i podczas zawirowań historycznych, zwłaszcza gdy przeżywamy burzę: On nakazuje przeciwnym wiatrom, by zamilkły, a moce zła, lęku, rezygnacji nie mają już nad nami władzy.

Wiatry te mogą nas wyczerpać w konkretnym powołaniu, do którego przeżywania jesteśmy powołani. Myślę o tych, którzy podejmują ważne obowiązki w społeczeństwie obywatelskim, o małżonkach, których nie przypadkiem lubię nazywać „odważnymi”, a zwłaszcza o tych, którzy podejmują życie konsekrowane i kapłaństwo. Znam wasze trudy, samotność, która czasem obciąża serce, ryzyko rutyny, która powoli gasi żar powołania, brzemię niepewności i niedostatku naszych czasów, lęk przed przyszłością. Odwagi, nie lękajcie się! Jezus jest obok nas i jeśli uznajemy Go za jedynego Pana naszego życia, On wyciąga ku nam rękę i chwyta nas, aby nas zbawić.

A wówczas, nawet pośród fal, nasze życie otwiera się na uwielbienie. Jest to ostatnie słowo powołania, które chce być także zaproszeniem do pielęgnowania wewnętrznej postawy Najświętszej Maryi Panny: wdzięczna za spojrzenie Boga, które na Niej spoczęło, oddając w wierze lęki i troski, odważnie podejmując powołanie, Ona uczyniła swoje życie wieczną pieśnią uwielbienia dla Pana.

Najmilsi, szczególnie w tym Dniu, ale także w zwykłym działaniu duszpasterskim naszych wspólnot, pragnę, aby Kościół podążał tą drogą w służbie powołań, otwierając przestrzeń w sercu każdego wierzącego, aby mógł z wdzięcznością odkryć powołanie, jakie kieruje do niego Bóg, znaleźć odwagę, by powiedzieć „tak”, przezwyciężyć znużenie w wierze w Chrystusa i wreszcie ofiarować swoje życie jako pieśń chwały dla Boga, braci i całego świata. Niech Dziewica Maryja towarzyszy nam i wstawia się za nami.

Rzym, u św. Jana na Lateranie, 8 marca, w II Niedzielę Wielkiego Postu

PAPIEŻ FRANCISZEK

Za: Vatican.va/ tekst oryginału – włoski


MAJ - MIESIĄC MARYI


MAJ - MIESIĄC MARYI

Zapraszamy na nabożeństwa majowe do kościoła (z zachowaniem obowiązujących środków ostrożności), w dni powszednie po Mszy Świętej wieczornej ok. 18.30, w niedziele o godz. 17.30 przed Mszą Świętą. Wszystkie nabożeństwa będą transmitowane. W związku z epidemią, Biskup Diecezji zarządził także, iż ze względu na bezpieczeństwo zdrowia i życia, w tym roku nie będą organizowane nabożeństwa majowe przy kapliczkach przydrożnych, figurkach, krzyżach itp. miejscach. Bardzo prosimy o zastosowanie się do tego zarządzenia Księdza Biskupa.